Dziś był nieciekawy dzień... Co prawda, jedno zdarzenie było dobre, ale to później.
Może zacznę tak: na obiad były ziemniaki z kotletem w chrupiącej panierce (z płatków kukurydzianych) które fajnie trzeszczały pod zębami xD.
Z Anią prawie w ogóle nie rozmawiałem...
Wczoraj zacząłem czytać książkę "Buszujący w Zbożu". Zawalista książka. Ale nie dowiecie się o co chodzi jeśli sami nie przeczytacie.
Dziś z Patrykiem wyruszyliśmy na poszukiwanie pojarek. Znaleźliśmy tylko jedną, ale też coś dobrego. A więc, poszliśmy do mojej babci. Podjedliśmy trochę, wypiliśmy herbatę. Babcia dała mi dwa złote. Chcąc nie chcąc, musiałem wziąć te pieniądze. Poszliśmy do Siegienia (czyli do sklepu). Nagle, na podjeździe Patryk coś wypatrzył. Pomyślałem sobie, że to kolejna pojara. Okazało się, że to cała, nietknięta (!) paczka West'ów Ice! Wreszcie jakaś odmiana, a nie tylko te Premiery. W sklepie kupiłem dwa lizaki po 50 gr. i Mirindę w puszce za 1.50. Zapomniałem dodać, że miałem jeszcze 50 gr. w kielni xD.
No nic, już kończę... jest w końcu 23:48 i książka (BwB) na mnie czeka.